Są takie miejsca, które aż chce się odwiedzać…

» wpis z jednego z poprzednich blobów, poczęty dnia 8 maja 2014 o godzinie 10:18 «

Siedzę i czekam aż pan w białym kitlu wyjdzie ze swego gabinetu i poprosi mnie, abym za nim poszedł, następnie skręcił w prawo, by zaraz po tym usiąść na brązowym rozkładanym fotelu, otworzyć paszczę i nie zamykać jej przez około pół godziny. No, może jeszcze kwadrans dłużej.

Wizyta u dentysty to moja czwartkowa misja. Trwa zajebisty tydzień, a wszystko zaczęło się od bólu w prawym boku, o którym już wcześniej wspomniałem, a który pojawił się w sobotni poranek z zamiarem uczynienia mej egzystencji o wiele mniej przyjemną. Jak dotrwałem do końca wizyty u fryzjerki? Cholera wie, jakoś dałem radę. Ostatecznie dziadek imp schował jęzor, podrapał się po przyrodzeniu, zanucił coś w stylu pieśni kościelnej, pierdnął i rozpłynął się w podmuchu wpadającego przez okno wiatru.

Strzyżenie trwało raptem pięć minut, po czym zapakowałem się do samochodu i wróciłem do domu. Zachodziłem w głowę, czy dam radę ćwiczyć na orbitreku, ale w ułamku sekundy zdałem sobie sprawę z tego, że znienawidzę siebie, jeśli nie spróbuję. Pierwszych dziesięć minut stanowiły nie lada wyzwanie. Miałem wrażenie, że zaszyto w mych jelitach cegłę, która raz po raz unosiła się i opadała. Po dziesięciu minutach cegła zaczęła tracić na wadze, by – zbliżając się do minut trzydziestu – stać się praktycznie niewyczuwalną.

Wtorek dał mi w kość na tyle, że w środę poszedłem na badanie USG. Po raz pierwszy zaowocowała moja znajomość z lekarzem, któremu kilka razy naprawiałem komputer – przyjął mnie od razu po tym, jak do niego zadzwoniłem.

– Wszystko jest w porządku. Nie ma tutaj nic, poza piaskiem i drobnymi kamykami w nerkach. Proszę sobie zbadać krew oraz mocz, w przypadku stanu zapalnego niech pan pójdzie do lekarza rodzinnego, a jeśli badania wyjdą dobre, stawiam na ból od kręgosłupa, zwłaszcza, że mówi pan, że zmarzł w piątek, w przeddzień pojawienia się dolegliwości.

Podziękowałem i zapytałem o kwotę, jaką mam wyjąć z portfela.

– Nic pan nie płaci. Będę miał większą śmiałość następnym razem zadzwonić do pana i poprosić o naprawę, jeśli coś będzie się dziać z którymś z komputerów. Tylko panu ufam – odparł na koniec wizyty z serdecznym uśmiechem.

Moje ego zamieniło się teraz w merdającego ogonem szczeniaczka, któremu pod mordkę podsunięto miskę ze smacznym i pachnącym jedzonkiem. Ten sam szczeniaczek po sytym posiłku utnie sobie drzemkę i będzie śnić o tym, jak ściga stetryczałego impa, który raz po raz przeprasza za to, jaką potrafi być wredną istotą. Wraz z wydłużającym się czasem ucieczki oraz rozdzierającym jego mięśnie zmęczeniem potrafi nawet przyznać, że jest po prostu skurwysynem.

Po opuszczeniu gabinetu USG, mieszczącego się w szpitalu usytuowanym na obrzeżach Miasta Seksu i Biznesu, poszedłem w kierunku punktu pobrań, by usiąść w poczekalni, a następnie podziwiać oblicza dwudziestu przedstawicieli gatunku ludzkiego. Mógłbym wszak napisać dwudziestu i jednej czwartej, przy czym owa ćwiartka miałaby dotyczyć małego brzdąca. Nie napiszę tak, ponieważ mam pewne podejrzenia, czy aby ta istota – z racji koloru ubranka – jest rzeczywiście człowiekiem, czy raczej przerośniętym pasikonikiem, który mógłby skakać po malowniczych łąkach świata fantasy.

– Dlaczego oni zapierdolili mi krew!? – wykrzyczała rozpłakana dziewczynka, która pojawiła się w uchylonych przez jej mamę drzwiach. – Co oni z nią zrobią? – Dziecko zawodziło, a jego rodzicielka przemówiła:

– Jak ją ukłuli to nie płakała, teraz wielce rozżalona, bo nie wie, czy jej krwi nie stanie się krzywda.

Ciżba wygenerowała śmiech o sporej liczbie decybeli, a kobieta siedząca po prawej stronie niechcący trąciła mnie w ramię. Przede mną jeszcze kilkadziesiąt minut czekania na kradzież krwi oraz tego żółtego płynu, o zbadaniu którego zdecydowałem dzień wcześniej, z racji czego siedziałem tam przygotowany z plastikowym pojemniczkiem zapakowanym w torebkę z reklamą tabletek na ból gardła. Wszystko po to, aby w drugiej połowie dnia dowiedzieć się, że wyniki badań są w porządku.

A teraz, kiedy to trwa czwartek, a ja czekam na dentystę, który podejdzie, zapyta czy ja to ja, a następnie poprowadzi mnie przez szary korytarz przed oblicze sporej wielkości rozkładanego fotela…

– Przepraszam, Pan KonD… Konrad?

Komentarzy: 2 Są takie miejsca, które aż chce się odwiedzać…

  1. wojtekk

    komentarz przywrócony z archiwum,
    z dnia 14 maja 2014 (godzina 20:47)

    „Ostatecznie dziadek imp schował jęzor, podrapał się po przyrodzeniu, zanucił coś w stylu pieśni kościelnej, pierdnął i rozpłynął się w podmuchu wpadającego przez okno wiatru.” Wypas! ;D

    Odpowiedz
  2. Blake

    komentarz przywrócony z archiwum,
    z dnia 15 maja 2014 (godzina 08:19)

    no genialne to jest i tyle, nie mam pytań, powiem to już pewnie setny i pewnie już tym Kurczaku rzygasz, ale książka to by było coś, zajebiście by się to czytało, takie swojskie zajebiste opowiastki, czadzik 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *