Rychło w czas po raz drugi i zapewne nie ostatni # część I

Tak naprawdę Najwyższych jest dwóch. Z tym, że o ile pod względem pozycji w firmie różnicy między nimi nie ma, to już pod względem wzrostu ci panowie są jak dwie krople wody z dwóch różnych deszczów, przy czym jeden pada na Podkarpaciu, a drugi w województwie pomorskim. Dotychczas przywoływany na stronach tego blobu Najwyższy przypomina wzrostem słup energetyczny, podczas gdy Najmniej… tfu… Najwyższy Numer Dwa zaledwie jedną dorodną marchewkę.

Dziewiąty stycznia. Malutki Szef Wszystkich Szefów (może przypiszmy włodarzom jakże tajemniczo brzmiące identyfikatory: Pan N-001 oraz Pan N-002) obchodzi dzisiaj sześćdziesięciolecie swego istnienia, w związku z czym zaprosił wszystkich podwładnych na imprezę. Według wytycznych, goście mają przybyć o godzinie szesnastej do jego zacisza, położonego na odludziu i oddalonego o ponad trzydzieści kilometrów od Miasta Seksu, Biznesu oraz Wszystkich Cudów Świata. Tę ostoję spokoju stanowi murowany domek oraz położona nieopodal drewniana izba. Całokształtu dopełnia okazały ogród, od wschodu graniczący z rozległymi polami a od zachodu – gęstym lasem, w jakim mieszka mrok nielękający się nawet pojedynczego promienia słońca za sprawą, posplatanych pod niebem, bujnych koron drzew.

Oj, zapomniałbym. Jest jeszcze On – niebieściutki toi-toi z kremowym dachem. Zaiste kultowa mobilna wygódka umiejętnie wkomponowana w bajkowy pejzaż. W świetle słońca kusi potrzebujących przyjemną dla oka barwą pogodnego firmamentu, tak jakby obiecywała im iście… boskie doznania.

***

Wieczorem miały przyjść zamieć i mróz. I przyszły. Powrót na rodzinne łono po zakończonej bibie – biorąc pod uwagę jazdę po śliskiej, ledwie widocznej nawierzchni – spiął pośladki piszącemu te słowa, a także czwórce jego towarzyszy wznoszących modły do Pana Wszelkiego Stworzenia, aby pozwolił zacnym biesiadnikom bezpiecznie dotrzeć do ciepłych, jakże przytulnych domów. Bóg wysłuchał próśb dziatek, zsyłając odśnieżające machiny na jezdnie pokryte grubą warstwą nawiewanego z okolicznych pól białego puchu. Następnie Stwórca przeniknął myślą do mechanizmów zegarów, by ich wskazówki czym prędzej wyznaczyły dwudziestą pierwszą czterdzieści siedem, czyli godzinę końca podróży a początku radosnych pieśni dziękczynnych; doniosłych kantyków na cześć Zbawcy za umiejętne pokierowanie ciałem Pana N-001, rozsądnie pilotującego pojazd, dzielnie prowadząc zbłąkaną trzódkę po wąskich wstęgach serpentyn, przecinających biel, a wnikających w nocną czerń.

Niecałe dwie godziny wcześniej…

cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *