Były to chwile jeszcze bardziej wyjątkowe

Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, znajdziesz się wśród gwiazd.
Patrick Süskind, Pachnidło

Wyjazd w góry i zdobycie Jawornika stanowiło całkowicie nowe doświadczenie. Do tej pory wychodząc na szczyt czy to Tarnicy, czy obydwu połonin, w pełni podziwiałem malujące się dookoła krajobrazy, niezasłaniane przez okalające szlak drzewa, a co najwyżej przez garstkę ludzi idących przede mną z ogromnymi plecakami. Pewnego razu spośród tej grupy wyłoniło się nosidełko dla wyjątkowo pulchnego berbecia, przytwierdzone do grzbietu mężczyzny w wieku około trzydziestu lat. Malec był odwrócony plecami do niezmordowanego ojca, którego ruchy lędźwi z przeszłości sprawiły, iż miniaturowy człowieczek zaistniał na tym świecie po to, aby już w tak młodym wieku poznawać urok gór.

Żałuję teraz, że tamtego ciepłego, słonecznego dnia, kiedy to wraz z kuzynem Mirkiem wchodziliśmy na Połoninę Caryńską, nie pogratulowałem rodzicom brzdąca jednego, a mianowicie… bycia wzorem do naśladowania. Nie zostali w domu ze stwierdzeniem, iż nie zrobią tego, co kochają, ponieważ mają dziecko i muszą już tylko siedzieć w towarzystwie czterech ścian, zewsząd otaczając się codziennością. Tam nie było pieprzenia, jakie spotykam podczas analizowania ludzkich związków, z każdym dniem coraz bardziej poddających się wyniszczającej rutynie. Tamtego dnia obserwowałem dwójkę uśmiechniętych pasjonatów, idących przez życie ze spojrzeniem zwróconym w tym samym kierunku; kobietę i mężczyznę, niosących owoc ich uczucia ku szczytom, w celu podziwiania obrazu, który zapisze się w podświadomości małej istoty inaczej, aniżeli codzienny widok betonu, czy pędzącego na kółkach żelastwa. Nie wspominam nawet o oglądaniu wypacykowanej wokalistki informującej w reklamie cały kraj odwiecznych konsumentów o pewnym markecie, gdzie – zapewne po naciśnięciu jakiegoś guzika – włącza się niskie ceny.

Przyjemnie było patrzeć na tę parę. Na niewiastę wyciągającą dłoń i ocierającą chusteczką czoło swego dorosłego oblubieńca. W jej spojrzeniu tańczyły pomarańczowe iskierki, by po chwili wzniecić ognisko prawdziwej troski. Uśmiechnęła się do męża, a przytwierdzony do jego pleców malec uśmiechnął się do mnie. Co prawda, zaraz po tym podjął próbę skonsumowania swej lewej dłoni, ale przez kilka chwil wierzgał radośnie, chichocząc i przenikając spojrzeniem mą duszę.

A przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

Jak już napisałem na początku: wyjście na Jawornik stanowiło całkowicie nowe doświadczenie. Wszystko dlatego, że cały czas, nawet będąc na szczycie, szliśmy z Wojtkiem przez las. Może niezbyt gęsty, ale zawsze las, skutecznie odgradzający nas od widoku rozciągającego się w dal górskiego krajobrazu. Szlak wytyczały pozbawione zieleni drzewa, a pomiędzy ich pniami słońce raz pojawiało się, a raz chowało, malując światłem na bieli podłużne, ruchome wstęgi. Na ich powierzchni połyskiwały nie tyle kryształki śniegu, co możliwe do dotknięcia gwiazdy. Ten wyjątkowy spektakl Matki Natury przypomniał mi to owo małe dziecię, którego oblicze w jednej chwili było w pełni widoczne, z kolei w innej – ukryte za ruchliwą rączką przysłaniającą czy to usta, czy oczy, czy też swędzący, perkaty nosek.

Ostatnia wyprawa była zatem, w porównaniu do wcześniejszych, bardziej magiczna. Pełna zarówno przebłysków światła, jak i wyglądających zewsząd cieni; najpierw pełna relaksującej ciszy przerywanej jedynie rozmową oraz dźwiękiem poddającego się pod naszym obuwiem śniegu, a później, na szczycie, wypełniona na dobre odgłosami rozszalałego, orzeźwiającego wiatru. Niemożność podziwiania bez przeszkód otaczających nas gór w ogóle nie przeszkadzała, a gdy klimatyczny mrok, wraz z uciekającymi minutami marszu, potęgował swe panowanie nad światem, począłem odnosić wrażenie, iż zmierzamy do fantastycznej krainy, w której znajdziemy odpowiedź na pytanie o sens naszego istnienia.

Ta kraina nosi nazwę Rabia Skała, a prowadzi do niej – ze szczytu Jawornika – szlak zwiastujący ponad dwugodzinną wędrówkę. Nie kontynuowaliśmy wówczas marszu z racji nieubłaganie zbliżającego się zmierzchu, ale następnym razem koniecznie muszę tam pójść.

Koniecznie jeszcze w zimie.

Czy chcesz się dołączyć?