Podziękowania dla Wampira Energetycznego

Dzisiaj doświadczyłem pełnego spektrum emocji – od tych pozytywnych, po złe. Marianowi kilka dni temu komputer zaczął odmawiać posłuszeństwa, toteż musiałem zamówić nowe klamoty, następnie złożyć z nich coś, co kurz mógłby potraktować jako nową powierzchnię do pokrycia; coś, co miałoby na celu służyć memu towarzyszowi pracy o wiele lepiej, niż obecny… w zasadzie już nieobecny zabytek.

Rozprawiłem się z techniką w kilka godzin. Wykorzystałem przedpołudniową nieobecność Mariana, aby oszczędzić sobie słuchania, jak to biedaczyna nie może pracować i że „przestawiam go z miejsca na miejsce”. Sporo serca włożyłem w to, aby ten sprzęt działał tak, jak należy. Nasiedziałem się ze wzrokiem wbitym w monitor, przenosząc dokumenty, kosztorysy, konfigurując programy tak, jak były skonfigurowane na starym komputerze. Nie mogłem użyć oprogramowania do tworzenia kompleksowej kopii zapasowej dotychczasowego systemu i odtworzenia jej na nowym sprzęcie, ponieważ zmianie uległa jego konfiguracja a i sam Windows jest nowszy. Podobnie, jak pakiet biurowy, program do kosztorysowania, antywirus, aplikacja do obsługi poczty elektronicznej i w ciul innych rzeczy.

Generalnie, narobiłem się, co Marian po powrocie do biura pozwolił sobie skwitować słowami:

– Panie KUnDraT, pan jesteś król! Zapierdala to wszystko, jak jasny gwint.

To było miłe. Niemiłe nadeszło dopiero później, gdy ta wspaniała, w ogóle nienarzekająca osoba zdała sobie sprawę, że oprogramowanie, na którym dotychczas pracowała, jest o kilka wersji nowsze. Owe nowe wydania przyniosły ze sobą zmianę wyglądu okien aplikacji a co za tym idzie – konieczność przyzwyczajenia się do innego kształtu ikon, innego ich rozmieszczenia i tak dalej.

Niestety, ale Marian tak często wyrażał swoje niezadowolenie z konieczności zmiany nawyków, że uśmiercił we mnie wcześniejszą radość ze sprawienia mu czegoś, co jest po prostu szybsze.

Dziękuję Ci, Marianie, że wyssałeś ze mnie całą witalną energię. Bóg zapłać, o Wielki Krwiopijco, za to, iż jestem kompletnie wyeksploatowany i najchętniej oddałbym to, co ze mnie zostało w ręce wyjątkowo skutecznej i wytrwałej masażystki.

Rybomania – Lublin (29.XI.2014)

Pan KonDraNT i Blake nie zapakowali się dzisiaj do dwuśladu i nie pojechali do Gliwic, ale do Lublina na targi wędkarskie o dźwięcznej nazwie „Rybomania”. Zwieńczeniem tego wydarzenia była konsumpcja doprawdy smacznej pizzy w Biłgoraju – mieście znajdującym się w połowie trasy powrotnej.

Obydwaj zgodnie przyznaliśmy, że należałoby mieć przy sobie minimum dziesięć tysięcy złotych, aby wyposażyć się w kilka szczególnych dobór prezentowanych na wspomnianych targach, począwszy od wędzisk, przez kołowrotki, a na ubraniach skończywszy. W kilka chwil później jakiś wewnętrzny głos podpowiedział nam, że należałoby mieć jeszcze więcej pieniędzy, aby sprawić sobie coś, o czym każdy z nas marzy – łódkę. Wizja wypłynięcia na jakiekolwiek jezioro, aby odciąć się od tabunów ludzi na plaży i skupić na wspaniałym relaksie, jest czymś zaiste bezcennym w tym wypełnionym gwarą świecie. Dotarło do mnie, że owe marzenie jest na tyle silne, iż warto je przeobrazić w cel i konsekwentnie do niego dążyć.

Poza tym, ponownie nadarzyła się okazja zobaczenia bardzo miłej załogi sklepu Salar.pl z Krakowa, w którym mieliśmy już przyjemność robić zakupy. Mając świadomość istnienia takich ludzi, człowiek utwierdza się w przekonaniu, że wędkarstwo to świetne hobby. Doskonała integracja z naturą bez konieczności odbierania życia rybom. Co prawda, gdzieś w tym wszystkim pojawia się moralny dylemat, czy warto się tym zajmować, skoro pomimo zasady „Złów i wypuść” żywą istotę naraża się na stres oraz ból, jednakże z drugiej strony, stworzenia te stają się dzięki temu coraz bardziej przebiegłe, gotowe by zrobić w ciula tego wędkarza, który do wędkarstwa podchodzi w oklepany już sposób i zechce złowione ryby wrzucić na patelnię.

***

Powoli zasypiam. W ręku nadal czuję delikatne, lekkie, gibkie wędzisko. Otacza mnie naturalne, pochodzące od słońca ciepło, śpiew ptaków oraz widok krystalicznego Sanu.

– Wróciło wszystko – powiedział kilka godzin temu Blake. – Wystarczyło, że wziąłem do ręki tę wędkę i poczułem się tak, jakbym przeniósł się z tej zimnej pory roku z powrotem do lata. Nad rzekę. Kosmos. Turbo zajebiście!