Luksus i oczekiwanie

» wpis z jednego z poprzednich blobów, poczęty dnia 5 maja 2014 o godzinie 13:24 «

Moszczę zadem sofę w zakładzie fryzjerskim koleżanki i czekam na swoją kolej. Dwa fotele okupują bardzo miłe starsze panie, z których jedna, obecnie obsługiwana, mówi właśnie:

– Beje, luks!

Rozbrzmiewa dźwięk suszarki do włosów. Za oknem słychać przejeżdżające samochody. Siedzę, jak na szpilkach, albowiem nie czuję się zbyt dobrze. Od soboty odczuwam ból w prawym boku i nie mam pojęcia, o co chodzi. Czy mnie przewiało? Czy to wyrostek? Czy piasek w przewodzie moczowym? Kto to wie? W żołądku mnie ciurli, ale to pewnie z racji podenerwowania i zmęczenia tą niepewnością.

A teraz czekanie. Tik, tak. Tik, tak. I tak dalej.

Umówiłem się na godzinę trzynastą. Pojawiłem się nawet kilka minut przed czasem, teraz zegar pokazuje trzynastą dwadzieścia a moja kolej jeszcze nie nadeszła. Pani Luks przed chwilą wyszła, jej miejsce zajęła pani „Jejku, boję się tego koloru, może tamten…”, a mi skręca żołądek. Jeszcze co chwila dzwonią i umawiają się. Czas zamienił się w stetryczałego impa, siedzącego pod parapetem i wystawiającego długi jęzor na znak, że ma mnie w dupie.

Rozpoczyna się wewnętrzna walka myśli. Z policzków odpływają wszelakie barwy, krople potu startują w wyścigu, która z nich jako pierwsza spłynie z czoła, by zakończyć swój żywot rozlewając się szczypaniem a także pieczeniem w jednym, bądź w drugim oku.

– Daj mi jeszcze dziesięć minut – rzekła fryzjerka.

Hurra, luks!