… i odwiedzać ponownie, i jeszcze ponownie

» wpis z jednego z poprzednich blobów, poczęty dnia 15 maja 2014 o godzinie 09:48 «

Minął tydzień a pan KonDrad nadal czeka na dentystę, który podejdzie, przywita się a następnie poprowadzi go ku ostatecznemu wyleczeniu zębów – dwóch ostatnim razem a teraz kolejnych dwóch.

– Ma pan niezwykle zadbane ząbki. Te ubytki to żaden problem, nie są rozległe. Jak wygląda pana higiena? – spytała ostatnio asystentka, po czym podeszła do odtwarzacza CD i włączyła jeden z utworów Enigmy.

– Codziennie, rano i wieczorem, irygator Waterpik WP-100E2 ULTRA, szczoteczka elektryczna BRAUN Oral-B Professional Care 3000 a także pasta Dabur z ekstraktem z Neem, bez fluoru. A na koniec skrobaczka do języka BreathRX, choć ta ostatnia rzecz nie ma związku z zębami jako takimi.

– Niespotykane – rzekła asystentka a jej wargi delikatnie nabrzmiały, po czym rozpoczął się proces wypowiadania kilkunastu sekundowej litanii komplementów. Na koniec spuściła głowę, uśmiechnęła się a jej twarz przybrała intensywną barwę wschodzącego słońca.

– Proszę za mną do recepcji, umówi się pan na drugie i ostatnie spotkanie. – Rozbrzmiał głos dentysty powracającego z ustawionego w korytarzu wodopoju. Popatrzyłem jeszcze na wschód słońca, ale zobaczyłem jedynie opadającą kurtynę złotych włosów, jak gdyby wszystkie jego promienie zlały się w jedność, odgradzając emocje od białych ścian pomieszczenia.

***

Drugie spotkanie. Już za chwilę. Czekam i uruchamiam cztery zmysły. Widzę szare ściany, gdzieniegdzie poprzekładane kolorem kremowym a także purpurowym. Słyszę dobiegający z zamontowanych w suficie głośników damski głos przepełniony słodyczą a zza prawego ucha rozmowy dwóch dziewcząt przyjmujących zapisy. Dotykam dupskiem fotel obity czymś skóropodobnym i czuję w ustach przyjemny smak pasty do zębów. Wdycham… No właśnie, nic nie wdycham, bo mam zatkany nos od tego pochylania się nad telefonem. Psiakrew!

Za oknem ludzie na próżno wypatrują światła. Deszcz chłoszcze ulice i zaparkowane samochody. Naturalnie, obrywa się także tym stojącym w korku, który z tygodnia na tydzień staje się czymś, z czym należy się pogodzić, a nie wkurwiać się bez sensu. Wkurwianie należy zarezerwować na deszczowe soboty, choć ostatnie lata uczą, że i do tego należałoby się przyzwyczaić.

Ba!

Dlatego pan KonDrad pojedzie do kina na Godzillę. Zwłaszcza, że dolegliwość ostatnich dni ustąpiła, co pozwoli mu wygodnie rozsiąść się w fotelu i przenieść do czasów dzieciństwa, kiedy to oglądał filmy o monstrum naparzającym różnorakie pokraki. W tamtym okresie fakt, że były wykonane z tektury nie miał żadnego znaczenia – liczyła się magia fantastyki; spowolnienie czasu a nawet jego zatrzymanie, mające na celu całkowite zatracenie się w świecie relaksu, jaki potrafił zaserwować ciężki, kwadratowy telewizor.

W związku z powyższym, czy w tę sobotę nasz bohater odnajdzie wspomnianą ma…

– Dzień dobry, proszę za mną, panie Konradzie. Zapraszam do gabinetu – rzekł mężczyzna w białym kitlu i poprowadził mnie ku pomieszczeniu będącym, jak się okaże pod koniec dnia, jedynym miejscem, w którym dzisiaj wzejdzie słońce.

Komentarzy: 1 … i odwiedzać ponownie, i jeszcze ponownie

  1. Blake

    komentarz przywrócony z archiwum,
    z dnia 21 maja 2014 (godzina 19:16)

    Może nie warto się wkurwiać w deszczowe soboty, może lepiej wymyślić coś takiego, co pozwoliło by te soboty spędzać inaczej niż zwykle… 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *